×

10 Jobs That Tought Me A Lot

Każdy z nas wiele już w życiu robił, podejmował się wielu zawodów, trudnił różnymi zajęciami. Jedni znaleźli już swoją zawodową drogę, inni jej szukają, a jeszcze inni doskonalą się, przekwalifikują czy przebierają w ofertach i zawodach licząc że znajdą w końcu swoją pasję. Chcemy robić co kochamy i żeby nam za to płacili. Nie jest to jednak proste, a często usłane przeszkodami, trudnościami. Bo nic nie przychodzi od razu ani łatwo.
Czym byłby smak zwycięstwa bez pomyłek i porażek?
Tylko wytrwałość, sumienność, walka, ciężka praca i motywacja w połączeniu z odrobiną szczęścia zbliży nas do celu. Ten co nic nie robi nic nie ma. 
Jeśli marzysz o pracy marzeń zrób wszystko by ją mieć. A jak zaczniesz zrób wszystko by być najlepszą.

Tym pięknym wstępem postanowiłam, że podzielę się z wami zajęciami których się podjęłam i korzyści z tego płynących. Bedziecie mięli też okazję poznać mnie lepiej.
Z powodu ograniczenia czasu i miejsca zawęziłam listę do 10 zawodów. Tak było ich więcej a to dlatego że wcześnie zaczęłam, bo już w trakcie podstawówki i przerw wakacyjnych. I uważam że jest w tym dużo korzyści dla 'małolata'.

Zaczynałam od pracy w ogródku działkowym dziadków aby nauczyć się szacunku do pracy, za możliwość nałykania się świeżego powietrza. Dziadkowie płacili w naturze, co uzbierasz możesz wziąć do domu. Ale też potrafili zagonić mnie i brata do pracy zarobkowej. W imię zasady ile nazbierasz tyle zarobisz - tak trafiłam na pierwsze skupy owoców. Pieniędzy z tego nie było za wiele, jak możecie się domyślić, ale to zajęcie nauczyło mnie tego, że aby zarobić trzeba się narobić i że to nie jest łatwe, ani że w życiu nie ma nic za darmo.



Zbieracz owoców sezonowych - Idąc tym tropem postanowiłam kontynuować ten proceder w sezonach letnich na zbieraniu truskawek i wiśni. Potrafiłam pracować 8-10h dziennie i zarobić 50 zł dniówki - byłam z siebie dumna. W dodatku opaliłam się, a dawka witaminy D3 i pozytywnego nastawienia były bezcenne. Poznałam także wiele innych osób robiących to samo. To także doskonały sposób na utrzymanie mięśni w dobrej formie, gdyż oprócz pracy fizycznej na miejscu pracy były też rowerowe dojazdy. Potrafiłam zrobić 30 km dziennie  a nawet wybrać się na wycieczkę rowerową po pracy :) Można? Można!

Pracownik magazynowy - mając 17 lat postanowiłam zatrudnić się na sezon ogórkowo-patisonowy w jednym w lokalnych przedsiębiorstw. Była to praca fizyczna, na stojąco. Nogi bolały od stania i nie przeszkadzało mi nawet wstawanie o 6 rano. Pracodawca oszukał mnie na przepracowanych godzinach pracy, mimo tego wróciłam za rok gdyż potrzebowałam pieniędzy na kurs językowy.
I pomyśleć że są ludzie, którzy wykonują taką pracę całe życie. Są w jednym miejscu, pracują ciężko fizycznie i nie czują potrzeby zmiany. Nie mają ambicji na więcej, lepiej.
Poznałam tam ludzi w różnym wieku, studentów, uczniów szkół średnich, bezrobotnych, szukających zajęcia, osób chcących dorobić. To dzięki ludziom właśnie i dobrej atmosferze wśród pracowników praca ta była znośna. 

Hostessa Supermarketów - pracownik d/s promocji produktu. Moja praca polegała na dystrybucji darmowych próbek bądź produktów w celu zachęcenia klienta do zakupów. Towarzyszyła temu promocja produktów i jej warunków np. kup 1 a 2 rzecz gratis, wymień kody na nagrody itd. Praca nauczyła mnie kontaktu z klientem, łatwości w nawiązywaniu rozmowy, polepszenia techniki sprzedaży. Pracę wykonywałam samodzielnie, przez co nie miałam możliwości rozwinać relacji współpracowniczej. Tymczasowe zajęcie nie przerodziło się w nic poważniejszego, ale umożliwiło zarobienie paru groszy na kurs językowy.



Pracownik podliczający głosy w wyborach - na listę chętnych zgłosiła mnie koleżanka. Raczej nie wierzyłam że mnie wybiorą gdyż chętnych było wielu. A tu niespodzianka. Załapałam się dwukrotnie! Zarobek dobry w porównaniu do liczby przepracowanych godzin. Praca nauczyła mnie dokładności, skrupulatności i kontaktu z ludźmi w różnym wieku i o każdym zawodzie. Praca łatwa, przyjemna ale do późnych godzin, gdyż głosy muszą być podliczone dwu a nawet trzykrotnie w celu uniknęcia pomyłek a statystyki zaksięgowane.

Roznosiciel ulotek - zajęcie to polegało na zostawianiu ulotek w drzwiach bądź na wycieraczkach bloków mieszkalnych i domów jednorodzinnych. Praca nieco niewdzięczna, bowiem nikt nie lubi aby zaśmiecać mu w bloku, jednak nigdy nie trafiłam na słowną konfrontację bądź niezadowolenie mieszkańców. Nie mając dostępu do skrzynek pocztowych, nie mogąc dostarczać ulotek do ręki, czy zostawić jej za wycieraczką samochodu biegałam po schodach do 10h dziennie. Plus tego taki iż po jednym dniu pracy, zakwasy miałam większe niż człowiek jest w stanie znieść, a po 4 dniach bieganiny 4 kg mniej wagi. Praca na akord płacona od ilości rozniesionych ulotek. Opłacało się to robić jednak nie dłużej niż tydzień. Nudziłam się monotonią.
Minus taki że raz pogryzł mnie pies. Szłam wtedy osiedlem i nawet nie zdążyłam jeszcze podejść do furtki posesji gdy mały kundel bez kagańca i smyczy należący do miejscowej lekarki idącej w moim kierunku zaszedł mnie i dziabnął! Reakcja właściciela? Totalna ignorancja! Kobieta nawet nie spytała czy może mi jakoś pomóc widząc ból na mojej twarzy. Zdąrzyłam tylko powiedzieć 'pani pies mnie ugryzł' a ona nic! Zupełnie nic, zero komentarza czy jakiejkolwiek reakcji. I to jest lekarz? W ogóle to jest człowiek? Zobaczyłam dokąd poszła a potem zarządałam zaświadczenia o szczepieniu na wściekliznę. Okazało się że kochay pupil już pogryzł pracownika poczty i jest znany w okolicy. Dostałam zastrzyk przeciwtężczowy i odszkodowanie z ubezpieczenia. Tak zakończyła sie moja tymczasowa kariera roznosiciela ulotek.

Pracownik urzędu skarbowego - Będąc na studiach licencjackich dowiedziałam się że mogę aplikować o pracę tymczasową w miejscowym urzędzie. Poleciła mi ją moja kuzynka. Polegała ona na wpisywaniu rozliczeń PIT do systemu komputerowego. Była to praca na akord, płacona od ilości wprowadzonych do systemu aplikacji. Pracowałam na samodzielnym stanowisku wymagającym skupienia, uwagi, dokładności, skrupulatności. Wynagrodzenie było adekwatne do wykonanej pracy. Wykazałam się pracowitością, osiągnęłam dobre statystyki i byłam z siebie zadowolona. Dzięki tej roli polepszyłam bezbłędne wpisywanie danych do systemu komputerowego oraz szybkość pisania na klawiaturze. W dzisiejszych czasach takie umiejętności są potrzebne każdemu. Do dziś niektórzy są pod wrażeniem jak szybko piszę na komputerze :) Lata praktyki.



Korepetytor - będąc na pierwszym roku studiów filologii angieskiej postanowiłam udzielać korepetycji z tego języka. Miałam dwójkę uczniów szkół średnich i bardzo sobie ceniłam tą pracę. Pokazała mi jak wygląda praca dydaktyczna, nauczyła cierpliwości, opanowania. Zajęcie nadwyręża struny głosowe, należy więc dużo pić. Poczułam się na tyle pewnie że zaczęłam również uczyć w pobliskiej prywatnej szkole języka angielskiego na zastępstwach bowiem nie miałam jeszcze obronionego tytułu licencjata. Pomagałam także w sekretariacie tejże szkoły poznając tam wielu studentów, kadrę nauczycielką i właścicieli placówki. Sprawdziłam więc od strony praktycznej jak będzie wyglądać moja przyszła praca dydaktyczna, gdbym zdecydowała się pójść w tym kierunku.



Wolontariusz ośrodka wychowawczego przy Domu Dziecka - na ostatnim roku studiów Resocjalizacji odbyłam 1-miesięczną praktykę studencką. Praktyka spodobała mi się na tyle, że postanowiłam kontynować pracę jako wolontariusz - pomoc wychowawcy - przez okres pół roku. Środki unijne umożliwiły mi też odbycie dodatkowego 3-miesięcznego odpłatnego stażu w tym miejscu gdyż miałam ukończone studia. Zarobek niższy niż zasiłek dla bezrobotnych ale chodziło mi bardziej o zdobycie doświadczenia i wiedzy potrzebnej w pracy wychowawcy. Rola wymaga specyficznych predyspozycji osobowościowo-charakterologicznych. Łatwo w niej bowiem o wypalenie zawodowe. Nauczyła mnie pracy z dziećmi z trudnościami wychowawczo-edukacyjnymi, najczęściej z rodzin patologicznych.
Z odpowiednim pedagogiczno-dydaktycznym podejściem praca daje dużo satysfakcji i zadowolenia. Pomagając innym pomagamy też sobie.
Praca nie będzie odpowiednia dla osób bez cierpliwości i odpowiedniego podejścia do dzieci. Jest to zawód z powołania.

Obsługa klienta Centrum Telefonicznego/Customer Service - praca którą wykonywałam w UK ponad 8 lat. Zajęcie albo na telefonie, bądź pisemne mailowe. Wysłuchiwanie problemów z niczego, robienia z igły widły, przepraszania za wszystko, że żyję, że spadł deszcz, że ktoś nie ma humoru. Uszczęśliwianie klientów na siłę, brania na barki problemów innych. Nauczyłam się słuchania, cierpliwości, umiejętności interpersonalnych, zrozumienia, epatii. Wkładałam w to dużą dawkę humoru i pozytywnej energii. Niestety niektórych ludzi nic nie zadowoli. Zawsze będą żądać więcej niż możesz dać. Dla wielu robienie 'problemów' to chyba hobby, sposób na zabicie nudy, znalezienie 'wolnego słuchacza'. Każdy będzie zgadywał twoją narodowość i nie istotne że dzwoni z jakimś tam problemem...hahaha
Przestałam mieć do tego siłę, wypaliłam się. Całego świata nie zbawię, nie uszczęśliwię każdego. Chcę żyć a nie przynosić problemów innych do domu.



Blogerka - zawód albo pasja, hobby albo 'widzimisię' jak mówi wielu. Kto nie spróbował nie wie o czym mówi twierdząc że 'przewróciło Ci się w głowie', to 'fanaberia' albo 'weź sie do normalnej pracy'. Dla niewtajemnicznonych - jest to zawód jak każdy inny. 
Dla mnie była i jest to ogromna pasja i hobby. Oderwanie od codzienności, odskocznia, miejsce gdzie mogę się 'wyżyć'. Praca nad blogiem, sobą, regularność, autentyczność zaczęły przynosić też inne korzyści - pierwsze propozycje współprac.
Sieć, domena, blog to moje miejsce na ziemi, moje 'dziecko' i wszystko co dla mnie najważniejsze. Nie wyobrażam już sobie życia bez blogowania, pisania, to moja codzienność. Jednego żałuję, że nie zaczęłam wcześniej. 
Pasjonuje mnie moda, uroda, zdrowy tryb życia, zawód stylisty - szeroko pojęty temat zdrowia, podróży, kosmetyków, tego co dla nas dobre, co nam służy. To miejsce w którym zebrałam wszystko co dla mnie ważne i połączyłam w całość. Poznałam wiele osób zarażonych tą pasją, fotografów, stylistów, blogerów. Uczestniczyłam w wydarzeniach mody, spotkaniu stylistów czy kobiet dla kobiet. Poszerzyłam grono znajomych. Zaczęłam robić to o czym zawsze marzyłam - czyli fotomodeling i włączyłam to w pracę na blogu. Zachęciłam też inne dziewczyny do założenia bloga. Czy jestem influencerem? Tak :)
Ta rola bardzo wiele uczy i to codzienie m.in.: systematyczności, rozwijania siebie, swoich pasji, pokory, możliwości rozpoczęcia własnego 'biznesu' krok po kroku. Jesteś jednocześnie modelką, stylistką, wizażystką, makijażystką, fotografką, edytorką, planerką, kreatorką, influencerem, pisarką, bizneswoman, fotomodelką. To wielozadaniowa i wielowymiarowa praca dająca duże możliwości rozwoju, poznania siebie i innych, nawiązywania nowych kontaktów, podejmowania współprac. Jest niewątpliwie idealną opcją dla ludzi z pasją, odważnych, chcących się rozwijać, lubiących pisać, chcących dać coś z siebie innym, zainteresowanych zmianami, odkryciem własnego ja. 
Dla mnie nie ma odwrotu, pragnę więcej, lepiej, mocniej i nie wyobrażam sobie życia bez mojej pasji, bez mojej pracy.



Podsumowując, robiłam i dalej robię wiele rzeczy. Nie wyobrażam sobie życia bez rozwijania siebie i przekraczania swoich barier. Dalej się uczę, inwestuję w siebie, oddaje się moim pasjom. Niewątpliwie to co robiłam ukształtowało mnie i nauczyło wiele m.in.: szacunku do ludzi, do pieniądza, pracy zespołowej, priorytetów, polegania na samej sobie, tego że nie ma nic za darmo, że nic nie trwa wiecznie, zaradności, pracowitości - choć ją wyssałam z mlekiem matki. Nie wiem co mnie czeka za rogiem, ale jestem ciekawa to sprawdzić!
Czytelnikom tego bloga również życzę odnalezienia pasji, robienia tego co kochają i co daje Wam 100% satysfakcji xx

19 komentarzy:

  1. niezły tekst. też jestem tego zdania że warto w życiu spróbować wielu rzeczy żeby odnaleźć to co naprawdę chce się robić. gratuluję odnalezienia pasji. zarabiać na pasji to marzenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie uważam za krzywdzące uczenia dziecka szacunku do pracy i pieniądza. Wielu rodziców nie widzi jednak potrzeby aby dzieci tego uczyć, wolą dać łatwe 'kieszonkowe' i po kłopocie. Ja miałam tą przyjemność aby tego doświadczyć już za 'małolata' i dało mi to ogrom korzyści. Nigdy nie liczyłam na czyjąś pomoc ani na to że dostanę coś za darmo, zawsze dawałam najpierw z siebie. Nigdy nie przestanę się uczyć, tyle rzeczy chcę jeszcze zrobić, zobaczyć i nie potrafię usiedzieć w miejscu. I to mi się bardzo podoba!

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie mamy czasy że trzeba być mobilnym, adoptować się do zmian, wymogów rynku pracy. Nie wystarczy być tylko zaradnym i pracowitym, a tytuły co najwyżej można sobie włożyć w kieszeń, bo i tak liczy się doświadczenie. I pomyśleć że nasi rodzice czy dziadkowie pracowali w jednej tylko roli całe swoje życie. Mamy dużo większe obecnie możliwości, tylko trzeba chcieć pracować Elizka

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dziecka zawsze marzyłam o tym, żeby całe życie rozwijać się, uczyć, studiować i ogólnie zdobywać wiedzę. Zawsze też wiedziałam, że jeśli wygram 6 w totka, to zrobię co najmniej 4 interesujące mnie kierunki studiów, chociażby dla samej siebie. Jeszcze nie wygrałam, bo w zasadzie nie gram. Mimo wszystko ciągle staram się rozwijać. Wiedza dla mnie dużo znaczy, lubię czytać. Lubię również blogować i żyć aktywnie. Nie miałam tylu zajęć co Ty, bo szybko trafiłam na zawód, który na prawdę lubię.
    Btw. uważam, że dorywcza praca dla małolata, to jest świetne rozwiązanie, bo uczy szacunku do pieniędzy, czasu i innych ludzi.
    Cieszę się, że tak wkręciłaś się w blogowanie, bo lubię tu zaglądać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś mi kiedyś powiedział, zaraz po obronie magistra, że za kilka lat wkręcę się na maxa w coś co było na wyciagnięcie ręki a czego nie dostrzegałam i miał rację! Już to znalazłam i po to tu jestem :) a Ty też kochana dalej rób to co kochasz i wiedz że z ciekawością zaglądam też do Ciebie ściskam <3

      Usuń
  5. Kochana wspaniały post !! Ciekawy, świetnie napisany i taki prawdziwy, co najbardziej mnie przyciąga :) Kocham ludzi prawdziwych, a Ty bez wątpienia taka jesteś, od początku to wiedziałam <3 Super, że dzielisz się z nami swoimi pasjami, pracą, życiem... To wszystko, co robiaś ukierunkowało Cię, naprowadzało powoli do tego miejsca, w którym jesteś teraz, a co najfajniejsze możesz robić, to kochasz i w czym czujesz się najlepiej!! Mam podobnie, chociaż blogowanie nie jest u mnie celem samym w sobie, ale póki co pokonuję wszystkie kłody jakie rzucane mi są pod nogi :)

    Podoba mi się tu, jest coraz ciekawiej i ciekawiej, a to przyciąga :)
    Buziaki kochana <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za piękny, szczery komentarz. Takie słowa są dla mnie dużym dopingiem i motywacją i cieszę się, że ktoś to dostrzega i docenia. Do tej pory nie otwierałam się w tym miejscu, a jednak czytelnicy bardzo to doceniają. Chcą poznać cię lepiej, oczekują autentyczności a nie tylko 'otoczki', dlatego będą się tu też pojawiać wpisy ode mnie.
      To miejsce będzie też szło w kierunku rozwoju, bo nie chce stać w miejscu. Kurcze jest tyle do zrobienia a głowa pełna pomysłów. Na ten rok zaplanowałam sobie dwie nowości i nie chce już tego dłużej przekładać w czasie <3 do odważnych świat należy :) jej!

      Usuń
  6. Każda praca jest stopniem, po którym idziemy do góry. Ja też pracowałam w wielu miejscach, na wielu stanowiskach, by dziś być tu gdzie jestem, mieć własną firmę i być u siebie, poza tym też uważam, że za późno zaczęłam blogować. Odkąd prowadzę bloga żyję i myślę inaczej, więcej czytam, uczę się, doszkalam, poznaję ludzi, biorę udział w eventach i nie raz myślę sobie, jak ja żyłam przed blogiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też nie wiem jak ja żyłam przed blogiem...wszysko się pozmieniało na lepsze od kiedy to robię! powinnam zacząć już po maturze, ciekawe gdzie byłabym teraz? pomarzyć można :)

      Usuń
  7. Fajnie powspominać swoje prace, bo każda na pewno uczy nas czegoś nowego. Roznoszenie ulotek było moją pierwszą, wakacyjną pracą. Później praktyki w biurze rachunkowym i banku - tą drogą nie poszłam i moja przygoda z rachunkowością się skończyła wraz z zakończeniem nauki w technikum. W komisji wyborczej też kiedyś siedziałam i podliczałam głosy do 3 nad ranem. Miło jest powspominać :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się żadna praca nie hańbi, brak poczucia konieczności pracy i żerowanie na innych już tak!

      Usuń
  8. Jak widać, każda praca ma swoje plusy, trzeba je tylko dostrzec. Bardzo inspirujący tekst.
    Dzięki Twojemu wpisowi, przypomniałam swobie swoje pierwsze poważnie zarobione pieniądze :) Było to w podstawówce, razem z koleżanką pomagałyśmy jej tacie, który był architektem, mierzyć jakiś dom. Jaka ja byłam dumna z tych pieniędzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkiego doświadczamy i uczymy się po coś :) piękna praca kochana, tak samo wspomnienia pzdr

      Usuń
  9. doświadczenie spore i super, sporo się nauczyłaś:) każda praca ma swoje plusy i czegoś uczy. Ja teraz wyjechałam spontanicznie do Holandii do pracy i nauczyło mnie to naprawdę wiele :)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie zrobiony wpis :) Pokazane jest tu, że każda paca czegoś nas uczy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Inspirujący wpis, bardzo fajnie, że z każdej pracy starałaś się coś wyciągnąć. Nawet z tych najprostszych prac.
    Trochę smutne są komentarze, które usłyszałaś kiedy zaczęłaś blogować. Typowe kiedy próbujesz się wychylić i coś zrobić.
    Tak czy siak, powodzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To obcy ludzie dodają mi powera do działania, dopingują, inspirują. Najsmutniejsze że te słowa usłyszałam od najbliższej osoby, która do dziś uważa że to bzdura a nie praca. Wiem swoje i nic mnie nie zatrzyma! Dzięki za odwiedziny i komentarz.

      Usuń
  12. Dzięki za podzielenie się...kawałkiem swojego życia! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki, ale jedyne co powinnam napisać to książkę o moim życiu. To byłby dopiero hit!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Adriana Style , Blogger